Trudno sobie wyobrazić, że pewnych rzeczy można nie dość, że zabronić, ale i surowo je karać. Rolnicy w Kenii walczą o prawo do uprawiania i jedzenia tego, co sami zasadzą. O prawo do wysiewania własnych nasion.

Przedstawiciele firm sprzedających nasiona nie czekają w biurach. Wędrują po wioskach, pukają do drzwi, oferują pakiety startowe: nasiona, nawozy, czasem telefony. Wszystko na kredyt.

– Celują w kobiety – mówi Susan. – Wiedzą, że często nie mają formalnego wykształcenia, że tradycja nakazuje im posłuszeństwo. Dają im na kredyt nasiona, potem telefony, teraz nawet budują domy. A w dokumentach, których te kobiety nie potrafią przeczytać, zapisane jest, że zabezpieczeniem jest ziemia – tłumaczy. Dlatego poza samym zrzeszaniem się rolników tak ważna jest edukacja.

KPL udokumentowało przypadki, w których kobiety nieświadomie podpisywały dokumenty zastawiające rodzinne gospodarstwa. Gdy plony zawodziły lub ceny spadały, firmy przychodziły po „należność”. Jedna z kobiet, które straciły w ten sposób ziemię, odebrała sobie życie.